Magdalena Sotomska | Postinternetowe A B CD

Postinternet – termin równie modny, co irytujący i już wyeksploatowany. Wzbudzający kontrowersje, niejasny i, co gorsza, ciągle ewoluujący. Zasłużenie został potraktowany zgodnie z mechanizmami rządzącymi sztuką, do której się odnosi – rozpowszechniony, przekształcany przez użytkowników nadających mu nowe znaczenia, umieszczany w nowych kontekstach, reinterpretowany, remiksowany. Gorący temat, chodliwy szczególnie w kręgach kuratorów, badaczy kultury, dziennikarzy czy organizatorów debat poświęconych kondycji współczesnej sztuki i sporom terminologicznym (sztuka postinternetowa? postcyfrowa? postmedialna? new aesthetic?). Ceniony przez wszystkich, którzy potrafili wykorzystać jego komercyjny potencjał. Przez artystów często ignorowany, traktowany z dystansem, rezerwą, czy też swoistą ironią.

Od początku

Burzliwa historia postinternetu  rozpoczęła się w 2006 r., kiedy amerykańska artystka i kuratorka Marisa Olson określiła swoje dotychczasowe dokonania jako sztukę po internecie, powstałą w „efekcie obsesyjnego surfowania i pobierania” . „Po” rozumiała zarówno jako następstwo w czasie, jak i w stylu, przywołując przykład postmodernizmu, który w krytyczny sposób odnosił się do idei modernizmu, nie zapowiadając jednocześnie jego upadku. Szerszy rozgłos terminowi zapewnił Gene McHugh, który w latach 2009–2010 prowadził bloga zatytułowanego Post Internet , gdzie opisywał kondycję sztuki w czasach, gdy „internet jest mniej nowością, a bardziej banalnością”. Z czasem coraz większe grono artystów ustosunkowało się do nowego zjawiska i przedstawiło własne interpretacje – powierzchowne bądź bardziej wnikliwe. Dziś postinternet stanowi krytyczne spojrzenie na wpływ internetu na życie codzienne, relacje społeczne, sposoby komunikacji i sztukę. W miejsce fascynacji możliwościami, jakie daje internet, coraz częściej pojawia się sceptycyzm i poczucie zagrożenia. Internet ze sfery nieskrępowanej wolności zmienił się w skomercjalizowaną przestrzeń i narzędzie inwigilacji.

W 2004 r. powstał Facebook, w 2005 – YouTube, w 2007 – iPhone. Przestało istnieć życie „po” internecie, zostało permanentne „w trakcie”. Nie funkcjonuje już podział na online i offline, obie sfery stopiły się ze sobą. Nauka, praca, zakupy, bankowość, rozrywka, sztuka, komunikacja – nasza aktywność w obydwu światach jest w równym stopniu realna i znacząca, przełączamy się między nimi niepostrzeżenie. Według Marisy Olson żyjemy teraz w erze postinternetowej i wszystko jest już postinternetowe . Takie rozumienie terminu wpisuje się w szerszą perspektywę postcyfrową: gdy zaawansowane technologie i systemy informacyjne spowszedniały, stały się taką samą częścią rzeczywistości, jak meble i rośliny. To zbanalizowanie łączy się również z rozczarowaniem związanym z możliwościami kontroli i represji, jakie niesie ze sobą technologia. W postcyfrowym świecie upadła wiara w postęp i dążenie do technicznej doskonałości. Wszystkie urządzenia i technologie zyskały równe prawa. Z tego względu można zaobserwować zwrot ku starym mediom, nieużywanym nośnikom, niedoskonałym formatom. Jakość przestała być równoznaczna z wierną imitacją rzeczywistości.

Zatem spokojnie, wszyscy podejrzliwi mogą odetchnąć z ulgą – nikt nie ogłosił końca internetu, czy też końca sztuki w internecie. „Po” dotyczy internetu lat 90. i początku XXI w., który przeszedł fundamentalną metamorfozę: z sieci dla specjalistów, hakerów i nerdów w ogólnodostępną przestrzeń wymiany treści. Nie mogło to pozostać bez wpływu na sztukę. Kontynuując zdobycze net artu (internet art, net.art), artyści przestali skupiać się na technicznych możliwościach internetu i zaczęli tworzyć sztukę o internecie, która często wychodziła ze świata wirtualnego, przenosząc zdobyte tam doświadczenia do rzeczywistości. To internet aware art – sztuka świadoma internetu .

Gdzie w tym wszystkim muzyka?

Wielu artystów postinternetowych, działających przede wszystkim na gruncie sztuk wizualnych, tworzyło muzyczne projekty. Marisa Olson jest autorką m.in. bogato wydanego konceptualnego albumu w formie bloga Abe & Mo Sings the Blogs . Kolejne wpisy/tracki zawierają link do nagrania MP3, tekst utworu i link do oryginalnego bloga, z którego pochodzi. Warstwa muzyczna kolejnych numerów zaaranżowanych w rozmaitych stylach (od słodkich popowych po growl) ma za zadanie jak najdokładniej odzwierciedlić estetykę wykorzystanych źródeł.

Z czasem postinternetowi udało się przedrzeć również do muzycznego obiegu. Obecnie kojarzony jest przede wszystkim z wytwórnią PC Music, vaporwave’em i Holly Herndon. PC Music skupia artystów tworzących kreacje wyimaginowanych gwiazd przerysowanej wersji mainstreamowego popu. Czyste, surowe brzmienia i estetyka high-definition w połączeniu z cukierkowym wdziękiem i infantylnymi tekstami sprawiają, że PC Music stanowi karykaturę współczesnej popkultury. Jednocześnie estetyka reklamy i korporacyjnego brandingu sytuują te urocze piosenki w roli ironicznej krytyki konsumpcjonizmu i turbokapitalizmu. Podobne przesłanie, choć wypracowane innymi środkami, znajdziemy w vaporwavie  – internetowym podgatunku muzyki elektronicznej. Vaporwave jest retro, lo-fi, nostalgiczny i sentymentalny. Zwalnia i rozciąga korporacyjny muzak, dźwięki starych reklam i pierwszych wersji Windowsa, smooth jazz i popowe szlagiery lat 80. i 90. Na okładkach i wideo: japońskie napisy (współczesny hiperkapitalizm), wczesna grafika komputerowa i VHS-owe glitche (retro), palmy, plaże i delfiny (chillwave) i antyczne rzeźby (bo czemu nie?). Wreszcie Holly Herndon, działająca na polu eksperymentalnej muzyki elektronicznej, zgłębia intymne, acz skomplikowane i niewolne od podejrzliwości relacje z nowoczesną technologią i towarzyszącymi nam na co dzień urządzeniami. Muzyczną narrację buduje z sampli składających się na historię jej przeglądarki, pełnej dźwięków z YouTube’a czy Skype’a.

Jak postinternet trafił do NFM?

Swoją karierę w środowisku współczesnej muzyki komponowanej postinternet zawdzięcza irlandzkiej kompozytorce, wokalistce i performerce Jennifer Walshe, która w nowej muzyce dopatrzyła się zjawisk zawierających się w wysłużonym pojęciu. Co zatem Walshe uważa za muzykę postinternetową? „To muzyka pisana po tym, jak internet stał się częścią codziennego życia w takim samym stopniu, jak elektryczność czy kanalizacja” . To muzyka tworzona tu i teraz, często wspomagana tekstem, wideo, gestem i ruchem. Nie chodzi tu tylko o proste wykorzystywanie dźwięków i obrazów znalezionych w internecie lub wykorzystywanie najnowszych technologii i sposobów komunikacji, ale o badanie konsekwencji ich stosowania, wpływu na życie codzienne. Postinternet to „strategia krytyczna, przy pomocy której można powiedzieć, co aktualnie dzieje się w muzyce i poza nią” .

„Byłam bardzo zainteresowana stanem, z którym mam do czynienia teraz, jako istota ludzka w sieci – po prostu życiem, staraniem o bycie świadomą tego, jak korzystam ze swoich urządzeń, po prostu sposobem patrzenia na otaczający nas świat” . Jennifer Walshe, Londyn 
CZAS: około 40 minut

SKŁADNIKI:
•    ogromna liczba tekstów znalezionych w sieci,
•    filmy z YouTube’a,
•    zrzuty ekranu z Wikipedii, wiadomości tekstowych, Google Street View,
•    śmieszne memy,
•    kilka niepokojących animacji z Second Life,
•    szczypta estetyki korporacyjnej, prehistorii komputerowej,
•    nieco „Ulissesa”,
•    Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA,
•    trochę własnego materiału wideo w sielskiej scenerii z wykorzystaniem masek zwierząt,
•    ASMR,
•    spora liczba sampli wedle uznania: dudy, steeldrumy, dance, pop, jazz, dźwięki gier komputerowych, syntezator i inne efekty audialne znalezione w internecie,
•    gesty, ruchy, figury i maniery internetowych celebrytów.

SPOSÓB PRZYRZĄDZENIA:
Wszystko pociąć, wymieszać, zrytmizować i posklejać. Podawać z nadaktywną performerką, dmuchaną palmą, trzema dmuchanymi dinozaurami i wideo.
Jennifer Walshe tworzy według olsonowskiej szkoły obsesyjnego klikania i surfowania. Doskonale oddaje internetową estetykę nadmiaru, rozkoszując się kiczem, pretensjonalnością, egzaltacją, ironią. Przejmuje również tempo internetowej narracji pełnej nagłych cięć i kontrastów, ale równoważy tę gonitwę momentami wyciszenia, choć podszytymi niepokojem. Kompozytorka świadomie konstruuje przytłaczający performance, przeładowany informacjami i odniesieniami, których nawet wytrawny internauta może nie rozpoznać w pełni. Jej zdaniem z podobną gęstością informacji zmagamy się każdorazowo podczas czterdziestominutowego przeglądania Internetu .
Podkreślana przez Walshe aktualność jej sztuki stanowi zarówno zaletę, jak i wadę. Dla spóźnialskich odbiorców zostanie cmentarzysko minionych mód, zdezaktualizowanych problemów, nieaktywnych linków, niedziałających programów i przestarzałych technologii. Do archiwum można już przenieść np. Volunteer Chorus z 2015 r., w którym kompozytorka podejmuje temat przesycenia wirtualnego świata informacjami, potrzeby ciągłej aktualizacji i konieczności bycia na bieżąco. Na tekst partii kompozytorki składają się edycje artykułów Wikipedii dokonywane w czasie rzeczywistym, za którymi nie sposób nadążyć. Tytułowy chór ochotników śpiewa według instrukcji stale odświeżające się powiadomienia o aktywności użytkowników Facebooka. Pasek aktualności znajdujący się wcześniej z prawej strony okna Facebooka zniknął już jednak z najnowszych wersji serwisu...
Postinternet stanowi także rodzaj wrażliwości oraz wynikającą z niej postawę życiową i twórczą. Przy ograniczonych możliwościach weryfikacji treści pojawiających się w internecie, w czasach fake newsów i postprawdy, przykładem postinternetowej działalności jest tworzenie przez Walshe zmyślonej historii irlandzkiej muzyki awangardowej i jej szczegółowa dokumentacja na stronie fikcyjnej organizacji Aisteach Foundation . Stworzenie dwunastu alter ego, zrzeszonych w kolektywie artystycznym Grúpat, podnosi natomiast kwestię autorstwa i tożsamości w czasach, gdy kreacja profilu na portalach społecznościowych jest równie ważna, co nasza fizyczna aktywność.

Czy postinternet zrobił karierę w nowej muzyce?

Wszystkich, którzy uważają, że postinternet jest jedyną słuszną drogą i lekarstwem na wszelkie bolączki nowej muzyki, czeka rozczarowanie – nie istnieje żadna postinternetowa szkoła kompozytorska, ruch, stowarzyszenie, kolektyw czy grupa wsparcia  . Jak przystało na rasowych hipsterów, kompozytorzy i kompozytorki stronią od wyrazistych nurtów i pojęciowych szufladek, podkreślając swoje niezależne poglądy i oryginalne postawy twórcze. Mimo to spora część produkcji muzycznych ostatnich lat przesiąknięta jest w jakimś stopniu duchem postinternetu.
Johannes Kreidler w swoim siedmiogodzinnym teatrze o muzyce Audioguide zakłada swobodną migrację publiczności – jak na YouTubie odbiorca wybiera, ilu i których fragmentów chce doświadczyć. Nawet najwytrwalszym widzom coś umyka, nie są w stanie przetworzyć lawiny treści. Na drugim biegunie znajduje się 33-sekundowy utwór product placements, zawierający 70200 krótkich fragmentów innych utworów, swoisty manifest ecopostinternetowej koncepcji muzyki z muzyki, sklejanej ze znalezionych sampli, właściwej czasom kultury nadmiaru i nieprzystających do sieciowych realiów praw autorskich. Kreidler tworzy tekstowe partytury na Facebooka i Twittera (do osobistego wyobrażenia), prowadzi bloga i kanał na YouTubie pełen wykładów, performance’ów, kompozycji wideo – np. coverów arcydzieł XX-wiecznej awangardy, w postinternetowym stylu drwiących z uprzywilejowanej pozycji ekspertów i autorytetów.

Sceptycznie nastawiona do pojęcia postinternetu Brigitta Muntendorf eksploruje w swojej twórczości relacje między światem realnym a wirtualnym. Kompozytorka unika kiczowatej, przeładowanej estetyki sieci, natomiast chętnie sięga po amatorskie filmy z YouTube’a i rozmaite sample. W pierwszych trzech utworach z cyklu Public Privacy na instrument solowy, wideo i ścieżkę audio wykorzystuje amatorskie covery przebojów muzyki popularnej i klasycznej. W warstwie wizualnej znajdują się również nagrania przygotowane specjalnie przez solistę wykonującego utwór, co sprawia, że zacierają się granice między tym, co prywatne, a tym, co publiczne, wirtualne a rzeczywiste, realne a pozorowane. Dźwięki cyrkulują między dwoma światami – z prywatnych salonów, przez rozproszone w sieci nagrania wideo, do żywego wykonania na koncercie, które ostatecznie w formie nagrania trafia znów na YouTube’a.

Postinternet.pl

„Dlaczego uważam postinternet za najfajniejszy? Wydaje mi się, że jest to jedyna tak nośna estetyka, która interesuje się i w świadomy sposób korzysta z przemian technologicznych w ujęciu kulturowym. To znaczy nie traktuje nowych technologii jako FAJNYCH GADŻETÓW, ułatwiających lub umilających życie, ale stawia pytania, co tak naprawdę znaczą dla społeczeństwa i w jakim kierunku zmiany w tym społeczeństwie zachodzą. Przy okazji artyści postinternetowi traktują swoje prace autoironicznie, dzięki czemu wszystkie ważne tematy prezentowane są w sposób nienadający im zbędnego patosu. Stąd śmieszne kotki itd.” .

Utwory Jacka Sotomskiego szybko ewoluują – od entuzjastycznych ćwiczeń z obsesyjnego klikania i surfowania (Accordion GO), przez wprawki z memów (We Are Number One but see the description), w krytyczne kompozycje zmagające się z oderwaniem nowej muzyki od rzeczywistości (Healing Nature & Joy of Music), przekazem informacji w czasach postprawdy (Alternative Music), postkolonializmem i porażką transformacji ustrojowej (Dzięki, Leszek) czy zawłaszczaniem symboli w internecie (Pepe is Pepe is Pepe).

W podobnym kierunku podąża ostatnio Marta Śniady. Tempo jest tu bardziej stonowane, wideo skoncentrowane na jednym, wyrazistym temacie i czytelnym przekazie, a warstwa brzmieniowa – starannie dopracowana. Utwór cu_t|e_#2 oparty jest na kontraście znaczeniowym słów cut (ciąć) i cute (słodki). Sprzeczności i nagłe cięcia organizują narrację i relacje między obrazem a dźwiękiem. W wideo słodycz małych kotków (tych zwierzęcych i tych ludzkich) zderzona jest z brutalnością polujących drapieżników. Czego możemy się spodziewać po uroczych youtuberach i youtuberkach, kompozytorka nie precyzuje. in the pink Śniady wnika w świat wellness and beauty, synchronizując partie dwóch perkusistek z filmami prezentującymi zabiegi pielęgnacyjne i instrukcje fitness ze szczyptą ASMR. Idealny świat stockowych filmów obiecujących lepsze życie zaburzony jest na chwilę ujęciem z azjatyckiej fabryki akcesoriów beauty, która przypomina o wyzysku pracowników budujących zachodni świat marzeń. Relaksacyjny masaż działa jednak cuda, a życie i biznes toczą się dalej.
Piotr Peszat swoją działalność kompozytorską podbudowuje refleksją teoretyczną, tworząc pojęcie muzyki świadomej, w której materiał muzyczny zintegrowany jest z warstwą konceptualną utworu poprzez wykorzystanie jego historycznych referencji. W przenikliwy sposób ukazuje relacje człowieka i technologii, sfery fizycznej i wirtualnej. Dotyka kwestii społeczno-politycznych, zastanawia się nad miejscem kultury i sztuki we współczesnym świecie (Untitled folder) i drwi ze skostniałego świata nowej muzyki (Duck and Cover). Wszystko z dbałością o brzmienie i z introwertycznym humorem.

„Poza samym sposobem doświadczania Internetu bardzo jara mnie estetyka, która się w nim rozwija i która w jego ramach najlepiej funkcjonuje”.
„Szukam też narracji, która byłaby w stanie odtworzyć stan ciągłego streamowania i przeskakiwania pomiędzy wątkami” .

Mikołaj Laskowski dystansuje się od niewygodnego pojęcia. Sam uważa się za kompozytora vaporwave’owego, eksplorującego okres transformacji ustrojowej w Polsce i zafascynowanego estetycznym duchem epoki. Zanurzony w postcyfrowej nostalgii, wydobywa zapomniane dźwięki power dance, muzyki relaksacyjnej, reklam, kaset VHS, systemów i programów komputerowych (Atlantis & ****). Zagłębia się w sferę New Age i niekonwencjonalnych metod terapeutycznych (seria Deep Relaxation). Choć długo skupiony był wyłącznie na brzmieniu, obecnie tworzy również wideo i rozwija projekt korporacji Musax. Daje tu upust swojej fascynacji estetyką korporacyjną, estetyką reklamy, PC Music. Wideo pełne jest stockowych zdjęć i filmów, glitchów, abstrakcyjnych wykresów i retroanimacji (Korprealism 1. Death and Wellness).
Krótką i subiektywną listę kompozytorów i kompozytorek internetoświadomych uzupełnia nieco młodsze pokolenie, wkraczające właśnie do życia koncertowego – Monika Szpyrka, Paweł Malinowski czy Rafał Ryterski.

Postmuzyka?

Postinternet w nowej muzyce skończył się zaraz po tym, jak się zaczął, jeśli w ogóle się zaczął. Opóźniony w stosunku do sztuk wizualnych o blisko dziesięć lat, w przyspieszonym tempie przebył drogę od fascynacji internetową estetyką i wykorzystywaniem materiałów znalezionych online do sztuki krytycznej, zabarwionej postcyfrowym dystansem i rozczarowaniem.
Postinternet skusił niejednego kompozytora migającymi gifami, słodkimi zwierzątkami, śmiesznymi memami i perspektywą cudownego przemienienia czasu rozrywki w czas pracy. Jennifer Walshe podczas wykładu na festiwalu Ostrava Music Days 2017 ostrzegała przed popadnięciem w banał i stosowaniem szablonowych elementów, jak np. okno przeglądarki internetowej, małe kotki i fragmenty filmów porno.
Poza sztampowymi rozwiązaniami, postinternetowe utwory łączy kilka innych wspólnych tropów:

1.    Materiał:
•    dźwięki, wideo, gesty i ruchy znalezione w internecie bądź inspirowane kulturą sieciową,
•    plądrofonia, sample, YouTube, gify, memy, shutterstock, celebryci.

2.    Estetyka:
•    internetowa estetyka nadmiaru,
•    szybkie tempo, strumień informacji, nagłe cięcia i kontrasty,
•    kicz, absurd, ironia, sztuczność, wyolbrzymienie,
•    lo-fi, kompresja, amatorskie nagrania, wczesnocyfrowe retro,
•    parodia hi-tech, estetyka reklamy, korporacji.

3.    Treść:
•    sztuka konceptualna, warstwa treściowo-znaczeniowa,
•    aktualna tematyka,
•    wpływ internetu na sztukę i społeczeństwo,
•    przesycenie technologią,
•    postcyfrowy pesymizm,
•    tożsamość, autorstwo, indywidualizm a zbiorowość.

Na szczęście postinternet niełatwo wpada w sztampę i roztapia się w morzu indywidualnych postaw, stylów i strategii twórczych. Postinternetowe utwory mogą być odbierane na wielu poziomach – od prostej rozrywki po wnikliwą analizę rzeczywistości. Pełne są znaczeń i referencji, ale działają równie mocno na sferę emocjonalną, odwołując się do (czasem nieuświadomionych) przeżyć i wspomnień. Kompozytorzy konstruują znaczenia z materiałów dostarczanych przez odbiorców. Muzyka z muzyki, muzyka z życia, muzyka z internetu. Postmuzyka?