Na czele NFM Orkiestry Leopoldinum tego wieczoru stanie Joseph Swensen – były szef artystyczny zespołu i postać doskonale znana wrocławskiej publiczności. A program koncertu stworzą kompozycje autorstwa Luigiego Boccheriniego, Josepha Haydna oraz Wolfganga Amadeusa Mozarta, połączone wspólną datą powstania – rokiem 1788.
Choć Luigi Boccherini urodził się w Lukce, niemal całe życie zawodowe związał z Hiszpanią. Znany był nie tylko jako kompozytor, lecz także jako wybitny artysta zaliczany do grona tych, którzy znacząco podnieśli rangę wiolonczeli. W swoich dziełach kameralnych, wzorowanych na utworach Haydna, usamodzielnił ten instrument pełniący do tej pory zwyczajowo rolę nader skromną, ograniczoną do akompaniamentu. Boccherini pozostawił po sobie dwanaście koncertów wiolonczelowych, a także koncerty skrzypcowe i fletowe, około trzydziestu symfonii, dzieła sakralne oraz ogromny dorobek kameralny. Wśród tych kompozycji znalazły się również utwory z udziałem gitary – narodowego instrumentu jego przybranej ojczyzny. Muzyka Boccheriniego odznacza się lekkością, wdziękiem, elegancją i pogodnym optymizmem.
Następnie zabrzmi Symfonia nr 90 C-dur Josepha Haydna. Powstała na zamówienie hrabiego d’Ogny z myślą o koncertach organizowanych przez orkiestrę Concert de la Loge Olympique, uważaną za jeden z najlepszych zespołów swojej epoki. Dla tego samego środowiska kompozytor napisał wcześniej sześć tak zwanych symfonii paryskich. Utwór zawiera jeden z najsłynniejszych muzycznych żartów w historii: gdy po triumfalnym tutti wydaje się, że symfonia właśnie dobiegła końca, następują cztery takty ciszy, po których muzyka niespodziewanie powraca. Lekkie solo oboju brzmi wówczas jak prześmiewczy komentarz autora, który z premedytacją zwiódł słuchaczy.
Koncert zwieńczy monumentalna Symfonia nr 41 C-dur KV 551 „Jowiszowa” Wolfganga Amadeusa Mozarta – ostatni utwór symfoniczny w jego dorobku. Podtytuł dziełu najprawdopodobniej nadał impresario Johann Peter Salomon. Słowo to trafnie oddaje pełen blasku i rozmachu charakter kompozycji będącej zarazem popisem mistrzostwa Mozarta w dziedzinie kontrapunktu. W finale twórca splata jednocześnie aż pięć tematów. Co znamienne, myśl otwierająca to ogniwo – zapowiedziana już w środkowej części menueta – pojawiała się wcześniej w wielu innych utworach Mozarta. Po raz pierwszy zabrzmiała w I Symfonii Es-dur napisanej przez ośmioletniego wówczas artystę w 1764 roku.