Znakomity włoski dyrygent Giovanni Antonini, który przez lata był dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego, nadal pozostaje częstym gościem stolicy Dolnego Śląska. Podczas koncertu z Wrocławską Orkiestrą Barokową zaprezentuje dzieła powstałe u schyłku XVIII i na początku XIX wieku. W programie znajdą się utwory Josepha Martina Krausa, Carla Marii von Webera i Franza Schuberta.
Wieczór otworzy Uwertura do Olympie Josepha Martina Krausa. Ten dziś nieco zapomniany kompozytor bywa określany mianem „szwedzkiego Mozarta” – ze względu zarówno na skalę talentu, jak i zbieżność dat życia i śmierci. Urodził się bowiem w tym samym roku, co autor Eine kleine Nachtmusik, a zmarł zaledwie rok po nim. Wysoko cenił go Joseph Haydn, który uważał Krausa za jednego z najwybitniejszych twórców swojej epoki. Pełna ekspresji i dramatycznego napięcia Uwertura pochodzi z muzyki scenicznej do tragedii Olympie szwedzkiego poety Johana Henrica Kellgrena, będącej adaptacją dramatu Voltaire’a. Utwór stanowi znakomity przykład estetyki Sturm und Drang jednego z najbardziej interesujących kompozytorów późnego klasycyzmu. Następnie wysłuchamy I Koncertu klarnetowego f-moll Carla Marii von Webera. Powstał w 1811 roku dla wybitnego instrumentalisty Heinricha Baermanna. Wyróżnia się mrocznym kolorytem i dramatyzmem zapowiadającymi nadejście romantyzmu. Liryczna część środkowa przywodzi na myśl operową arię, a klarnet prowadzi w niej subtelny dialog z trzema waltorniami. Finał ma formę energicznego ronda dającego soliście okazję do zaprezentowania zarówno wirtuozerii, jak i wrażliwości. Partię solową wykona francuski klarnecista Nicolas Baldeyrou – artysta o wszechstronnym repertuarze obejmującym muzykę od klasycyzmu po współczesność. Warto wspomnieć, że oba koncerty klarnetowe Webera należą dziś do najpopularniejszych dzieł napisanych na ten instrument.
Wieczoru dopełni IV Symfonia c-moll D 417 „Tragiczna” skomponowana przez Franza Schuberta wiosną 1816 roku. Po raz pierwszy zabrzmiała dopiero w 1849 roku w Lipsku – ponad dwadzieścia lat po śmierci autora. Nie wiadomo, dlaczego dziewiętnastoletni twórca zdecydował się nadać jej właśnie taki podtytuł. Być może wiązało się to z mrocznym charakterem pierwszej części, pełnej gwałtownych kontrastów i dramatycznego napięcia. Kolejne ogniwa przynoszą jednak więcej liryzmu i subtelności. Elementy konfliktu powracają w finale, który ostatecznie prowadzi do rozjaśnienia nastroju i przejścia do triumfalnego C-dur.