W muzyce baroku uczucia malowane są ze starannością porównywalną do stosowania techniki światłocienia w ówczesnym malarstwie. Do repertuaru instrumentalnego afekt przenikał z dzieł wokalnych, w których ekspresja pozostawała w służbie słowa, a śpiewak oddawał ją całym swoim jestestwem. Jak brzmi muzyka dawna tworzona z tak żywym zaangażowaniem? Na to pytanie odpowiedzą odwiedzający Nysę muzycy zespołu Il Giardino Armonico z Giovannim Antoninim w roli flecisty.
Północne Włochy w okresie końca renesansu i początku baroku można nazwać prawdziwym tyglem muzycznych inspiracji. Muzycy rozsiani byli po licznych, lecz bliskich sobie ośrodkach, a centrum tego świata znajdowało się w Wenecji. Kultura Italii promieniowała do państw leżących na północ od Alp. Nieśmiało kiełkowały wówczas gatunki kluczowe dla powstania form klasycznych pokroju sonaty czy koncertu. Objaśnienie sposobu ich ewolucji z różnego rodzaju canzon i ricercarów to właściwie materiał na osobny fakultet, a koncert Blaski i cienie uczuć mógłby stanowić do niego wprowadzenie.
Program składa się z utworów działającego w Bergamo i Cremonie (oraz w Warszawie!) Tarquinia Meruli, a także Giovanniego Battisty Buonamentego pracującego w Mantui czy Giovanniego Legrenziego aktywnego w Ferrarze i Wenecji. W lagunie działał też Dario Castello. Nie zabraknie dzieł tworzącego już w XVIII wieku Antonia Vivaldiego, któremu należy się korona muzycznego doży. Poznamy go z mniej oczywistej strony autora koncertów kameralnych. Na tę samą obsadę, czyli flet i dwoje skrzypiec, komponował rezydujący na drugim muzycznym biegunie Włoch neapolitańczyk Francesco Mancini. Z ciekawą techniką można spotkać się w dziełach Heinricha Ignaza Franza von Bibera. Ten austriacki wirtuoz skrzypiec szeroko eksperymentował ze scordaturą, czyli innym niż standardowy strojem instrumentów smyczkowych. W ten sposób kreował nieznane wcześniej blaski i cienie…