Podczas tegorocznej edycji Wratislavii Cantans dojdzie do spotkania dwóch mistrzów skrzypiec: Alexandra Sitkovetsky’ego oraz Bartłomieja Nizioła. Będzie to nie tylko wspólny występ niezwykłych muzyków, ale także fascynujące zderzenie odmiennych osobowości. Zabrzmią rzadko prezentowane utwory Georga Philippa Telemanna, Henryka Mikołaja Góreckiego oraz Siergieja Prokofiewa, a program zwieńczą improwizacje.
Wieczór otworzy suita Telemanna będąca muzyczną reprezentacją akcji słynnej oświeceniowej powieści Jonathana Swifta Podróże Guliwera wydanej w 1726 roku. Barokowy niemiecki mistrz, znany z niezwykłej inwencji i poczucia humoru, posługując się językiem dźwięków, odwzorował literacką satyrę w godny podziwu sposób. Demonstruje tu swoje umiejętności retoryczne przy użyciu przede wszystkim rytmu, ale wykorzystując też symbolikę zapisu nutowego – tak zwaną Augenmusik. Chociażby Chaconne, która poświęcona została Liliputom – karłowatym bohaterom książki – skomponowano w bardzo drobnych wartościach rytmicznych. Gigue natomiast, dotyczący olbrzymich mieszkańców Brobdingnag, zbudowano odwrotnie – to wyłącznie długie nuty. Świetnym przykładem muzycznej ilustracji jest finał Suity: jedna partia, melodyjna i spokojna, to odzwierciedlenie dostojnych Houyhnhnmów, a ta druga, figuracyjna, obrazuje dzikich Yahoosów.
Kompletnie inna od żartobliwej suity sprzed trzech wieków jest Sonata na dwoje skrzypiec op. 10 Henryka Mikołaja Góreckiego. Powstała w 1957 roku. Dialogi twórcy kojarzonego zazwyczaj z zupełnie inną muzyką pełne są gęstych faktur, sonorystycznych efektów, ostrych kontrastów dynamicznych. Dzieło rozpościera przed słuchaczami szerokie spektrum emocjonalne, dwa instrumenty budują jednak przede wszystkim niepokój charakterystyczny dla estetyki polskiej szkoły kompozytorskiej tamtego czasu. Zabrzmi także Sonata C-dur op. 56 Siergieja Prokofiewa. Na pomysł jej sporządzenia w 1932 roku artysta wpadł – jak sam przyznawał – wysłuchawszy wcześniej nieudanej pracy na taką samą obsadę, przygotowanej przez autora, którego nazwisko nigdy jednak się nie pojawiło. Tak narodził się ten czteroczęściowy utwór stawiający przed wykonawcami różnorodne wyzwania i wykorzystujący ogromne bogactwo ekspresji. „Słuchanie złej muzyki inspiruje czasami do dobrych pomysłów...” – stwierdził Górecki, wspominając całą sytuację.