„Muzyka nie jest piękna. Ma w sobie piękno, ale to tylko przynęta. Naszym ostatecznym celem jest prawda, nie piękno” – twierdził rumuński mistrz batuty Sergiu Celibidache. Co pięć lat Poznań staje się areną zmagań najlepszych młodych instrumentalistów, którzy uczestniczą w Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego, by sprawdzić własne umiejętności i artystyczną wrażliwość. Gdy jury ogłosi werdykt i wyłoni triumfatora, zwycięzca turnieju przyjedzie do Wrocławia, aby prawdę o jego kunszcie i prezentowanych tego wieczoru dziełach poznała publiczność NFM.
W wykonaniu laureata I nagrody artystycznych zmagań usłyszymy jeden z koncertów skrzypcowych ich patrona – Henryka Wieniawskiego. Będzie to albo uważany za trudniejszy pod względem technicznym pierwszy – fis-moll op. 14 z 1853 roku, albo opisywany jako dojrzalszy drugi – d-moll op. 22 wydany siedemnaście lat później. Wieczór rozpocznie jednak spotkanie z twórczością Karola Szymanowskiego. Balet Harnasie ukończył on w 1931 roku. Ta barwna kompozycja – a wysłuchamy jej we fragmentach – przedstawia historię miłości tatrzańskiego zbójnika do pięknej góralki. Wyrafinowana stylizacja folkloru przeplata się tu z autentycznymi ludowymi melodiami nasycającymi muzykę żywiołowością mieszkańców Podhala. Urodzony w Tymoszówce autor, wielokrotnie odwiedzając Zakopane, stykał się z ich kulturą bezpośrednio. To właśnie tam w 1923 roku był honorowym gościem na weselu Jerzego Mieczysława Rytarda i Heleny Roj. To wydarzenie – a w szczególności bójka, której był świadkiem – zainspirowało Szymanowskiego do napisania góralskiego baletu.
„Twój utwór dziwnie na mnie wpływa: im bardziej się w niego zagłębiam, tym bardziej staje się niezgłębiony” – wyznała Johannesowi Brahmsowi pianistka Elisabeth von Herzogenberg, odnosząc się jego IV Symfonii. Czteroczęściowa kompozycja to ostatnie dzieło niemieckiego twórcy w tym gatunku. Szczególnie imponujący popis kunsztu stanowi jej finał będący ukłonem w stronę Johanna Sebastiana Bacha. Brahms sięga w nim po wywodzącą się z baroku formę chaconne, w jej ściśle określonych ramach wykazując się niezwykłą inwencją pod kątem zarówno melodyki, jak i harmonii. Sięgnięcie po tego typu strukturę nie było jednak wyrazem konserwatywnej postawy twórczej. Arnold Schönberg w brahmsowskim sposobie kształtowania muzyki dostrzegał zapowiedź radykalnej nowoczesności – tej samej, której symbolem miała stać się później postać przywołanego artysty.