Kolja Blacher to fenomenalny skrzypek i dyrygent, dawny bliski współpracownik chociażby samego Claudia Abbada. Przy okazji jego kolejnej wizyty we Wrocławiu wysłuchamy utworów Josepha Haydna, Maurice’a Ravela oraz Noama Sheriffa. Ten ostatni to kompozytor będący niegdyś uczniem Borisa Blachera – ojca artysty, który tego wieczoru nie tylko wykona partie solowe, ale również poprowadzi NFM Orkiestrę Leopoldinum. Cały program stanie się świadectwem niezwykłej wszechstronności muzyków.
Zmarły w 2018 roku Sheriff po studiach rozpoczął pełną sukcesów karierę twórcy, dyrygenta i pedagoga. W tej pierwszej roli zasłynął łączeniem tradycji Wschodu i Zachodu oraz wykorzystywaniem atonalnego języka dźwiękowego. Opis ten znakomicie pasuje do zakorzenionej w tradycjach żydowskich kompozycji Prayers z 1983 roku, która otworzy wieczór. Następnie zabrzmi Koncert skrzypcowy C-dur Josepha Haydna, kompozycja ułożona przez Austriaka w 1765 roku. Został pisany z myślą o włoskim wirtuozie Luigim Tomasinim – koncertmistrzu orkiestry dworskiej księcia Esterházyego. Dzieło trudno zaliczyć jeszcze do tych reprezentujących styl klasyczny – wyróżnia je użycie basso continuo, brak w obsadzie instrumentów dętych oraz skontrastowanych tematów. Każdą z trzech części utrzymano w formie allegra sonatowego. Pierwsza urzeka radosnym, marszowym charakterem i jasnym rejestrem skrzypiec. W ogniwie środkowym solista zachwyca śpiewną, wręcz operową linią na tle akompaniamentu pizzicato. Całość wieńczy taneczny, popisowy finał, pełen słynnej, zaraźliwej pogody ducha, którą cechował się kompozytor.
Haydn bywa nazywany „ojcem kwartetu smyczkowego”. Maurice Ravel sięgnął po ten gatunek tylko raz – w 1903 roku. Dwudziestoośmioletni wówczas twórca zainspirował się – jak sam później przyznawał – analogicznym dziełem napisanym równo dekadę wcześniej przez Claude’a Debussy’ego. Pisząc swój Kwartet smyczkowy F-dur, studiujący wciąż artysta miał nadzieję, że przyniesie mu on prestiżową nagrodę Prix de Rome. Przedstawił również jego pierwsze ogniwo na konkursie kompozytorskim w Konserwatorium Paryskim. Praca spotkała się jednak z odrzuceniem gremiów decydujących o przyznaniu obu wyróżnień, w konsekwencji czego Ravel ostatecznie opuścił mury uczelni. Według często przywoływanej anegdoty z utworem zapoznał się sam Debussy i napisał później do młodszego kolegi: „Zaklinam cię w imię bogów muzyki i moje własne, nie ruszaj ani jednej nuty, którą zapisałeś w swoim Kwartecie”. Dzieło przeszło do historii otoczone nimbem zachwytu. Wysłuchamy go w opracowaniu na orkiestrę smyczkową.