Fińska skrzypaczka Elina Vähälä na scenie Sali Głównej ORLEN zadebiutowała w 2015 roku, w pierwszych tygodniach działalności NFM. Zabrzmiał wówczas Koncert skrzypcowy d-moll Jeana Sibeliusa – tak uczczono sto pięćdziesiątą rocznicę urodzin kompozytora. Dwanaście lat później artystka poprowadzi NFM Orkiestrę Leopoldinum w dwóch orkiestrowych dziełach swego rodaka. Oprócz tego w jej wykonaniu usłyszymy partię solową fantazji Vox Amoris Pēterisa Vasksa. Wieczór będzie też niepowtarzalną okazją do wysłuchania Koncertu na orkiestrę smyczkową Miklósa Rózsy.
Gdy mowa o muzyce ojczyzny Vähäli, nie da się nie wspomnieć nazwiska Sibeliusa, jednego z największych symfoników XX wieku. Był on też skrzypkiem, dlatego świetnie znał specyfikę zespołu, jakim jest orkiestra smyczkowa. W 1904 roku świat poznał jego utrzymany w zgaszonych, choć wyrazistych kolorach Romans C-dur op. 42. Jeszcze w XIX wieku zaś kompozytor na omawiany skład zaaranżował dwa fortepianowe impromptu z op. 5. Tak powstała miniatura łączy melancholię z wewnętrznym spokojem. Czasem w tym właśnie zestawieniu upatruje się istoty „północnego romantyzmu”. Z kolei fantazję skrzypcowo-orkiestrową Vox amoris gatunkowo określić należy jako koncert. Wybierając taką, a nie inną formę, Vasks z pewnością pragnął zwrócić uwagę na swobodę snującej się narracji, która zdaje się ilustrować rozmaite odcienie najpotężniejszej siły, jaka istnieje we wszechświecie – miłości. Utwór, docierający do najgłębszych i najbardziej drogocennych pokładów uczuć, zabrzmiał po raz pierwszy w 2009 roku w Sydney.
Dopełnienie wieczoru stanowić będzie Koncert na orkiestrę smyczkową Rózsy, skomponowany w 1943 roku, już po przeprowadzce autora do Hollywood. Węgier miał na zawsze pozostać fabryce snów, gdzie stworzył muzykę do między innymi Urzeczonej Alfreda Hitchcocka czy historycznego dramatu kostiumowego Ben Hur w reżyserii Williama Wylera. W dziele, które wykonają artyści, często rozpoznaje się niepokojący styl ścieżek dźwiękowych filmów noir, które Rózsa pisał w latach czterdziestych. Słychać tu jednak także rześkie echa muzyki węgierskiej.