Krzysztof Michalski to polski wiolonczelista, który odniósł historyczny sukces, zdobywając w 2024 roku drugą nagrodę na Międzynarodowym Konkursie Muzycznym ARD. Monachijskie zmagania wykonawców należą do najważniejszych tego typu wydarzeń. Ich laureaci budzą zainteresowanie melomanów na całym świecie. W NFM pochodzący z Tarnobrzegu artysta wraz z pianistą Antoninem Bonnetem zaprezentują wspólnie arcydzieła dziewiętnastowiecznej literatury wiolonczelowej.
Podczas koncertu jako pierwsza zabrzmi III Sonata wiolonczelowa A-dur op. 69 Ludwiga van Beethovena, stworzona na przełomie 1807 i 1808 roku. Dzieło to reprezentuje dojrzały styl kompozytora, harmonijnie łączący klasyczną tradycję z zapowiedzią romantyzmu. Słychać w nim zarówno pełną wdzięku kantylenę, jak i dramatyczną energię, tak charakterystyczną dla powstających w tym samym czasie V i VI Symfonii. Oba instrumenty traktowane są tutaj jak równorzędni partnerzy. Otwarcie sonaty stopniowo nabiera żywiołowości, przechodząc w porywający cykl napięć i odprężeń, po czym następuje zachwycające żarliwością Scherzo. Po zwięzłej części wolnej całość wieńczy euforyczny finał. Z kolei Trzy romanse op. 94 Roberta Schumanna zostały oryginalnie przeznaczone na obój i fortepian. Niemiecki artysta napisał je w grudniu 1849 roku – niedługo przed głębokim załamaniem nerwowym. Już wtedy jednak zmagał się z epizodami maniakalnymi. Być może to właśnie z nimi należy wiązać pesymizm dominujący w pierwszym i ostatnim ogniwie cyklu. Kontrastuje z nimi Romans drugi, w którym idylliczny, intymny nastrój zestawiono z szorstkością i dynamizmem środkowego odcinka tej kompozycji.
„W Sonacie wiolonczelowej niepodzielnie rządzi namiętność – płomienna aż po gwałtowność, to znów wyzywająco przekorna lub boleśnie lamentująca” – tak o II Sonacie F-dur op. 99 Johannesa Brahmsa pisał słynny krytyk muzyczny Eduard Hanslick. Zabrzmi ona na zakończenie Matinée. Jej cztery części powstały latem 1886 roku podczas pobytu artysty w Szwajcarii. Niezwykła ekspresja dzieła potrafiła też jednak przysporzyć wykonawcom trudności. Do historii przeszła anegdota o wiolonczelistce, która miała zaszczyt zagrać ten utwór u boku samego autora. Kiedy po występie skarżyła się, że przez potężne, ogniste tremolanda w partii fortepianu nie słyszała własnego instrumentu, kompozytor podobno bezceremonialnie odciął się: „To miała pani szczęście!”.