NFM Orkiestra Kameralna Leopoldinum zaprezentuje bogaty przekrój dzieł kameralnych. Podczas koncertu wysłuchamy kompozycji klasyków – Wolfganga Amadeusa Mozarta i Felixa Mendelssohna Bartholdy’ego, artyści sięgną też po twórczość niemal zapomnianego polskiego autora. Pojawi się ponadto współczesna muzyka inspirowana zarówno rzeczywistością wirtualną, jak i sztuką dawną. Razem z instrumentalistami wystąpi ceniona pianistka Anna Rutkowska-Schock związana z Akademią Muzyczną im. Karola Lipińskiego.
W 1785 roku wydawca Franz Anton Hoffmeister zamówił u Mozarta trzy kwartety fortepianowe. Po odebraniu pierwszego z nich wycofał się jednak z umowy, uznając go za zbyt trudny dla swoich klientów. Mimo to dziewięć miesięcy później artysta napisał kolejny – Kwartet Es-dur KV 493. Dzieło ukazało się nakładem wydawnictwa Artaria, którego właściciele liczyli zapewne na to, że Hoffmeister popełnił błąd w ocenie efektów starań Austriaka i uda im się ubić na współpracy dobry interes. Musieli poczuć niemałe rozczarowanie, gdy jakiś czas później dokładnie taką samą opinię, jak uprzednio wyrażona przez niefortunnego zleceniodawcę, można było przeczytać na łamach jednej z gazet. Nie ujmuje to jednak pięknu kompozycji zachwycającej subtelną ekspresją oraz w rzeczy samej wirtuozowską partią fortepianu. Zaraz potem zabrzmi muzyka postaci, której wielkość została znacznie słabiej rozpoznana. O Witoldzie Maliszewskim pamiętało się przez długi czas nade wszystko jako o nauczycielu Witolda Lutosławskiego. Dziś jednak również jego twórczość budzi zainteresowanie. Artysta przyszedł na świat na Podolu, studiował potem w Sankt Petersburgu u luminarzy muzyki rosyjskiej: Aleksandra Głazunowa i Nikołaja Rimskiego-Korsakowa. Do przyjazdu do odrodzonej 1918 roku Rzeczypospolitej skłoniły go realia życia na Wschodzie po wybuchu rewolucji bolszewickiej. Jego czteroczęściowy Kwintet smyczkowy op. 3 opublikowano w 1904 roku w lipskiej oficynie Mitrofana Bielajewa. W tamtym czasie Maliszewski pozostawał pod wyraźnym wpływem swoich nauczycieli, potem dopiero zwrócił się w stronę polskiego folkloru.
W zupełnie inny krąg inspiracji trafimy w drugiej części koncertu. Określenie „Grand Tour” w nowożytnej Europie stosowano do podróży, w jaką wyruszali młodzi arystokraci i intelektualiści, by poszerzyć swoje horyzonty. Zakorzenione w kulturze pojęcie w dwudziestym stuleciu wykorzystali specjaliści od marketingu motoryzacyjnego w odniesieniu do klasy drogich, komfortowych aut o sportowych osiągach. Ponieważ wiele z nich konstruowano we Włoszech, upowszechniła się zbitka „gran tourismo”. Po latach takiego właśnie wyrażenia użyli japońscy twórcy gry komputerowej będącej symulatorem wyścigów samochodowych – sprzedażowego hitu, który dał początek całej serii konsolowych produkcji. Jedna z nich zafascynowała amerykańskiego artystę Andrew Normana: skojarzył ją z malarstwem włoskich futurystów i wirtuozerią muzyki baroku. Posługując się historycznymi technikami, powołał do życia cechujące się szybkim tempem, niezaprzeczalnie współczesne dzieło. Jako ostatni zabrzmi czteroczęściowy Sekstet fortepianowy. Piętnastoletni wówczas Felix Mendelssohn Bartholdy sporządził go w zaledwie czternaście dni. Ogłoszony już był wówczas przez Goethego nowym Mozartem. Autor kompozycji nigdy jej nie wydał – ukazała się pośmiertnie (stąd jej wysoki numer katalogowy). Nietypowa obsada (fortepian, skrzypce, dwie altówki, wiolonczela i kontrabas) wskazuje na to, że utwór przeznaczony został na konkretny skład wykonawców. Tym bardziej zaskakuje, z jaką biegłością posłużył się nią młody mistrz. Błyskotliwa, wręcz popisowa partia fortepianu – szczególnie w finale – odzwierciedla fascynację Mendelssohna Konzertstück Carla Marii von Webera. Sprawia ona, że sekstet brzmi niemal jak koncert fortepianowy.