Gdy w 1897 roku Gustav Mahler objął dyrekcję Hofoper, rozpoczął się najważniejszy, a zarazem najbardziej wymagający etap jego życia. Dziesięciolecie spędzone w Wiedniu było czasem rozkwitu jego artystycznej sławy. Co zaskakujące, monumentalną kompozycję, która powstała w samym środku tego szczęśliwego dla Austriaka okresu, przepełnia ból i pesymizm. W finale 61. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego to niepokojące arcydzieło zaprezentuje występująca pod batutą Daniele Gattiego Staatskapelle Dresden – jedna z najsłynniejszych orkiestr świata.
Szóstą Symfonię, bo o niej mowa, prawykonano w Essen w 1906 roku. Rozpoczyna się przepełnionym mrokiem marszem interpretowanym jako autoportret kompozytora. Jego żona – Alma Mahler – również pozostałe elementy utworu odnosiła do życia twórcy. Słynne trzy głuche uderzenia młota w finale jej zdaniem symbolizowały ciosy losu spadające na artystę. Ostatni z nich miał „powalić go jak drzewo”. Kobieta tym wyrazistym gestom przypisywała prorocze znaczenie i połączyła je z przykrymi wydarzeniami z 1907 roku: śmiercią córki pary, wymuszonym odejściem Mahlera z Opery i diagnozą ciężkiej choroby serca. Ta ostatnia, jej zdaniem, przyczyniła się do śmierci wybitnego symfonika w 1911 roku.
Przydomek „Tragiczna”, który przylgnął do Symfonii, pochodzi już prawdopodobnie od samego kompozytora. Podczas pisania tej muzyki podobno pochłaniało go poczucie zbliżającej się katastrofy. Mistrzowsko zestawił w niej dramatyczny wydźwięk i maksymalizm zastosowanych środków z klasyczną dyscypliną. Jej sercem jest motyw przejścia trójdźwięku A-dur w a-moll – symboliczne ujęcie pesymistycznego nastroju całego dzieła. Kolejność dwóch środkowych części – Scherza i wolnego ogniwa – jest przedmiotem sporów, jednak całość nieuchronnie zmierza ku druzgocącemu finałowi. Premiera Szóstej została przyjęta dość oschle – krytyka nie zrozumiała intencji jej autora. Wiadomo jednak, że utwór już na samym początku spotkał się z entuzjazmem dwóch młodych wówczas artystów – Antona Weberna i Albana Berga. Wkrótce miało się okazać, że dwójka ta należeć będzie do ścisłego grona twórców rozstrzygających o kierunku rozwoju muzyki w całym XX wieku. To najlepszy dowód na to, że choć można wątpić, czy Mahler faktycznie przewidział w Tragicznej życiowe zakręty, to i tak powstała kompozycja ze wszech miar prorocza.