Angielski dyrygent Jonathan Nott, uznawany za wybitnego interpretatora muzyki współczesnej, podczas koncertu z NFM Filharmonią Wrocławską i Chórem NFM zaproponuje fascynujące i niestandardowe zestawienie kompozycji Mozarta, Schönberga i Kurtága. Program obejmuje utwory powstałe w ciągu blisko dwóch stuleci: od klasycyzmu po współczesność.
Pierwszym dziełem, które poprowadzi Nott, będzie przeznaczone na chór a cappella Friede auf Erden op. 13 Arnolda Schönberga, twórcy drugiej szkoły wiedeńskiej. W tej wczesnej, ukończonej w 1907 roku kompozycji autor sięgnął po tekst wiersza szwajcarskiego poety Conrada Ferdinanda Meyera. Obrazowo przeciwstawił tonacje molowe durowym, odcinki polifoniczne homofonicznym, a dysonanse konsonansom. W liście do dyrygenta Hermanna Scherchena, napisanym w 1923 roku, Schönberg tak charakteryzował tę pracę: „jest to iluzja na chór mieszany, iluzja, bowiem pisząc ten utwór, jeszcze wierzyłem, że harmonia pomiędzy ludźmi jest możliwa”. Grabstein für Stephan op. 15c z kolei György Kurtág poświęcił pamięci śpiewaka Stephana Steina. Ostateczną formę dzieło przybrało w 1989 roku. Przeznaczone jest na gitarę i zespół przestrzennie rozmieszczonych instrumentów. Niespodziewane zmiany dynamiki oraz fantastyczna, pełna niepokoju aura brzmieniowa skutecznie przykuwają uwagę słuchacza. Węgierski kompozytor jest jednym z nestorów muzyki współczesnej. W lutym tego roku obchodził setne urodziny.
Drugą część koncertu wypełni Requiem – ostatnia, nieukończona już praca Wolfganga Amadeusa Mozarta. To utwór paradoksalny. Z jednej strony autor sięga w nim do mniej lub bardziej odległej przeszłości. Pojawiają się tu cytaty z dorobku Georga Friedricha Händla, a forma nawiązuje do mszy żałobnej Michaela Haydna. Z drugiej zaś strony jest to kompozycja zaskakująco mroczna, pełna gwałtownych emocji, antycypująca już świat muzyczny romantyzmu. Wokół Requiem narosło z czasem wiele mitów. Wierzono, że do śmierci Mozarta przyczynił się jego rzekomo zazdrosny rywal, Antonio Salieri – miał go otruć. Mówiono też, że austriacki artysta pisał tę mszę żałobną dla siebie, przeczuwając rychły zgon. Tymczasem utwór powstawał na zamówienie arystokraty mającego w zwyczaju organizować koncerty, podczas których prezentował zamówione i wykonywane tam kompozycje jako własne. Niezwykła aura otaczająca Requiem doprowadziła nawet do zuchwałej kradzieży. Gdy podczas Targów Światowych w Brukseli w 1958 roku pokazywano autograf dzieła, pewien niezidentyfikowany do dziś człowiek uzyskał dostęp do rękopisu i wyrwał fragment zawierający ostatni zapis skreślony ręką Mozarta.