Australijski wirtuoz skrzypiec Richard Tognetti już po raz kolejny pojawi się w NFM! Wpisując się w jeden z głównych nurtów bieżącego sezonu artystycznego, sięgnie po muzykę Johannesa Brahmsa i wykona partię solową Koncertu skrzypcowego D-dur. Po przerwie zaś zabrzmi VII Symfonia Ludwiga van Beethovena, której druga część na dobre przeniknęła do popkultury. W obu dziełach Tognetti poprowadzi zaprzyjaźnioną NFM Orkiestrę Leopoldinum.
Brahms już za swojego życia miał opinię twórcy trudnego w odbiorze, dlatego też jego jedyny koncert skrzypcowy, napisany w 1878 roku, odróżniał się od tradycji popisowego gatunku. Mimo, że powstał dla Josepha Joachima – wybitnego instrumentalisty, długoletniego przyjaciela kompozytora, podzielającego jego idee – stanowi przykład dzieła, w którym przewagę nad wirtuozerią mają wartości konstrukcyjne. Koncert, nawiązujący do utrzymanego w tej samej tonacji utworu Beethovena, zabrzmiał razem z nim podczas premiery, z czego Brahms nie był zadowolony. Nie powinno to dziwić – trudno o poważniejszy test dla nowatorskiej muzyki niż zestawienie jej z klasyką gatunku. Mimo to efekt starań autora stał się niekwestionowanym elementem kanonu. Na cykl składają się symfoniczne Allegro non troppo, refleksyjne Adagio i – jak na Brahmsa – żartobliwe Allegro giocoso.
VII Symfonia A-dur Ludwiga van Beethovena z kolei, która zabrzmi w drugiej części wieczoru, powstała dokładnie sześćdziesiąt sześć lat wcześniej od przywołanego już dzieła. Jej twórca przebywał wówczas w czeskich Cieplicach położonych nieopodal Uścia nad Łabą, dokąd wybrał się dla poratowania zdrowia. Spekuluje się, że kompozycja była wyrazem sprzeciwu wobec napoleońskiej dominacji nad Europą (artysta nie wiedział jeszcze, że miała się niebawem zakończyć). Do premiery doszło już po klęsce Cesarza Francuzów pod Lipskiem. Mocną stroną tego cyklu symfonicznego jest nie tylko przyprawiające o ciarki Allegretto. Także pozostałe ogniwa oparte zostały na naprawdę fascynujących układach rytmicznych.