Barokowe hiszpańskie villancicos i jácaras to żywiołowy repertuar pełen ludowej energii, przekraczający granice między muzyką świecką a sakralną. Podczas koncertu inaugurującego Akademię Iberyjską kilka jego przykładów zaprezentuje zespół wokalny Cantoría. To nie pierwsza wizyta artystów w NFM. Pod dyrekcją Jorge Losany grupa powraca w powiększonym składzie, ciesząc się już międzynarodową renomą.
Terminem „villancico” określano pierwotnie pełniące funkcję refrenu formy muzyczne zaczerpnięte z twórczości ludowej lub na niej wzorowane. Praktyka ta sięga nawet XV wieku. Potem tym mianem zaczęto nazywać całe pieśni o zwrotkowej budowie. Poruszaną w nich tematykę cechowała ogromna różnorodność. Co zaskakujące, w XVII wieku villancicos stały się gatunkiem muzyki religijnej. Wykonywano je w kościołach podczas nabożeństw odbywających się w ważne święta. Dużą i istotną grupę stanowiły utwory poświęcone tematyce bożonarodzeniowej. Pomimo obrzędowego przeznaczenia często zachowywały one rytmiczną żywiołowość, czasami nawet wprost towarzyszył im taniec. Nie może zatem dziwić, że wykonywanie villancicos w ramach liturgii spotykało się ze sprzeciwem, nie było to jednak w stanie zaszkodzić ich popularności. Ambitny program zespołu Cantoría łączy stylistyczne bogactwo dzieł pochodzących z różnych okresów i zaskakujących różnorodnością, wyrazistymi rytmami, parateatralnymi formami, czasem wyrafinowaniem, niekiedy urzekających też prostotą czy dowcipem.
Autorzy utworów wykonywanych podczas koncertu byli związani z najważniejszymi ośrodkami kultury w Hiszpanii – w takich właśnie bowiem villancicos spotykały się ze szczególnie dużym zainteresowaniem. Działający w pierwszej połowie XVIII wieku José de San Juan, cieszący się za życia dużym artystycznym autorytetem, odpowiadał za muzykę w kaplicy królewskiej w Madrycie, a potem został maestro di capilla w Katedrze Najświętszej Marii Panny w Sigüenzie. Joan Cererols z kolei był mnichem związanym z Opactwem Matki Bożej w Montserrat – klasztorem znanym chociażby z legendy o Graalu. W katedrach w Segowii i Valladolid pracował José Martínez de Arce. Wiemy, że zetknął się on z villancicos już jako nastolatek – pierwsza pewna wzmianka na jego temat w archiwach to informacja o świątecznej premii w wysokości pięćdziesięciu reali, otrzymanej właśnie za wykonywanie utworów tego typu. Sebastián Durón związał się z królewskim dworem w Madrycie, wyrzucono go jednak, gdy w 1706 roku podczas wojny o sukcesję hiszpańską otwarcie stanął po stronie austriackich Habsburgów. Gitarzysta Santiago de Murcia natomiast uczył muzyki żonę pierwszego Burbona, który po tamtym kryzysie dynastycznym zasiadł na hiszpańskim tronie – Filipa V. Urodzony jeszcze w XVI wieku Mateo Romero zaś był z pochodzenia Flamandem. Jeszcze w młodości przybył do Madrytu, gdzie doczekał się stanowiska królewskiego maestro di capilla i wiele mówiącego przydomku „Maestro Capitán”.